Ratujmy się

pomagajmy sobie ludzie ludziom pomoc trudne sytuacje
Bardzo często czytam teksty o tym jak to ludzie nieznajomi wpieprzają się bez pardonu w życie i wychowanie nieswoich dzieci. Jak bardzo bez taktu i jakiegokolwiek przemyślenia czy empatii dzielą się swoją pseudo mądrością z rodzicami, którzy wcale nie chcą ich słuchać.
Chciałabym, ku pokrzepieniu serc, opowiedzieć Wam o drugiej stronie medalu. Tej fajnej, empatycznej, pomocnej.

Środa, godziny popołudniowego szczytu. Autobus zapchany do granic możliwości.
Wsiada kobieta z wózkiem i około rocznym dzieciakiem. Samo jej pojawienie się uruchomiło salwy westchnień i sporo spojrzeń z pretensją w tle. Jakby sama jej obecność nie była wystarczająco nie na miejscu to jeszcze bezczelna śmiała poprosić o udostępnienie miejsca przeznaczonego na wózki. Potem zrobiło się jeszcze gorzej, bo dziecko zaczęło marudzić. Najpierw trochę nieśmiało, a potem w ten najbardziej irytujący sposób charakteryzujący się nieartykułowanym piskiem.
Zmęczona, z bólem głowy, usiłowałam skupić się na czytaniu książki. Nie dało się, więc włączyło mi się klasyczne myślenie w stylu: „no tak, godziny szczytu, to już nie miała kiedy się wpakować do autobusu…” Kiedy złapałam się na tej myśli, wymierzyłam sobie mentalnego kuksańca (mówiąc delikatnie). 
Jak ja, notabene też matka, mogę w taki bezmyślnie krytyczny sposób, myśleć o innej, nieznajomej mi kobiecie również matce? Zaczęłam sobie przypominać ileż razy Zo dawała czadu tak, że wszystkie słyszące ją istoty miały ochotę nas obie posłać w cholerę? Ile razy byłam świadkiem niewybrednych komentarzy w stylu „proszę coś zrobić ze swoim dzieckiem, niech przestanie tak się drzeć”?
Mały wrzaskun nie dawał za wygraną, a jego mama była coraz bardziej zmęczona i poirytowana. Zaciśnięte zęby, napięte mięśnie, cedzone przez zęby prośby o spokój. Ile razy byłam dokładnie w tym samym stanie? Nigdy tego nie robię, ale po raz pierwszy postanowiłam spróbować rozbić tą negatywną spiralę, która zaczynała się tworzyć. Widać to było również po pasażerach i dziecku. Spojrzałam na mamę małej marudki, uśmiechnęłam się i najspokojniej jak umiałam powiedziałam, pierwsze co mi przyszło do głowy: „Też to przerabiałam”. Głupie prawda? 
Dziewczyna w pierwszej chwili była zdziwiona ale potem to napięcie widoczne w jej postawie odpuściło, odwzajemniła mój uśmiech i zaczęłyśmy gawędzić. O wszystkim i o niczym. Zagadałam również dziecia "cześć, jak się czujesz?". Dziewczynka nie odpowiedziała rzecz jasna ale do końca podróży była spokojniejsza. Wszyscy odetchnęli z ulgą:)

Wtorek, południe. Osiedlowy plac zabaw.
Zosia szaleje na wszystkich huśtawkach po kolei. Kiedy przychodzi czas zakończenia zabawy, mimo wcześniejszego uprzedzania Zo, standardowo dochodzi do sceny histerii w wykonaniu mej pierworodnej. Od wrzasku, przez płacz, machanie rączkami, próby kopania, przez wielki finał w postaci rzucenia się na chodnik i kontynuowania popisów wokalnych. 
Stoję nad nią i czekam co i raz powtarzając, że jestem tutaj, że czekam aż się uspokoi, że mogę ją przytulić jeśli chce itp. Z boku wygląda to tak, że dzieć drze się wniebogłosy, tarza się po ziemi, a nad nim stoi bezradna matka.
Najpierw wtrąciła się jedna bezczelna baba, która Zosię przestraszyła, a mnie poirytowała bardziej niż wcześniejsza zośkowa akcja protestacyjna (o tym kiedy indziej). Kiedy życzliwy inaczej babsztyl się oddalił Zo kontynuowała swoją histerię, ale już przytulona do mnie. Zaciskam zęby, napinam wszystkie mięśnie ciała, czuję, że zaraz wybuchnę, że nie ogarniam… I nagle pojawia się ona. Starsza pani, podchodzi do mnie, kiwa głową i uśmiecha się przyjaźnie, ze zrozumieniem. Tym drobnym, jakże nieinwazyjnym gestem, rozbroiła moją wewnętrzną bombę zegarową. Zosia chwilę później się uspokoiła i razem, trzymając się za ręce, wróciłyśmy do domu.

Jaki z tego morał?
Nie bójmy się reagować. 
Nasza życzliwa(!) reakcja może komuś pomóc w przerwaniu łańcucha negatywnych emocji. Nie musimy od razu zagadywać, czy wchodzić w dyskusję, czasem wystarczy taki drobiazg jak uśmiech i życzliwe spojrzenie, żeby drugi człowiek, który jest na skraju odzyskał rezon i siły.
Nie oceniajmy, nie kategoryzujmy, po prostu zobaczmy człowieka w człowieku i uśmiechnijmy się do niego. To mały gest, a ma ogromną moc.

Jeśli spodobał Ci się ten tekst i uznasz, że ktoś może na nim skorzystać - będzie mi bardzo miło jeśli prześlesz go dalej w świat klikając w jeden z udostępniaczy (pod polecanymi postami) 👇
Dziękuję 💐😘
Więcej... >

Schody do szczęścia

zamartwianie zamartwiać zmartwienie nie poradzę sobie mam problem pomocy pomóżcie co robić ciągle się zamartwiam
Są takie dni kiedy trudno cieszyć się życiem. Dla niektórych ludzi takie dni to codzienność. Na pierwszy rzut oka wszystko jest całkiem nieźle poukładane. Rodzina, zdrowie, mieszkanie, praca. Każdy element pozornie na swoim miejscu. Jednakże w sferze niewidocznej dla zewnętrznego obserwatora kryją się one… zmartwienia.

Większość z nas martwi się o wszystko. Nie tylko o rzeczy autentycznie nam zagrażające, bo tych jest w naszym życiu zdecydowana mniejszość. Jesteśmy bombardowani różnymi przekazami medialnymi (w większości negatywnymi), na które nie mamy absolutnie żadnego wpływu, a jednak pozwalamy myślom dryfować w stronę „o jeżu wszyscy zginiemy”.
Martwimy się o zdrowie swoje i bliskich, o swoją pracę i status materialny, o przyszłość swoich dzieci. Martwimy się o to czy sobie poradzimy np. z jutrzejszym dniem, bo w końcu jest tyle rzeczy, które mogą pójść nie tak.
Ja w bonusie martwię się też wtedy kiedy wszystko idzie zgodnie z planem, bo skoro dłużej jest dobrze, to zapewne tylko patrzeć aż coś się spektakularnie spartoli - im dłużej jest spokojnie, tym bardziej spektakularne spartaczenie.
Jakby tego było mało wyznaczamy sobie cele, po których spełnieniu powinniśmy być szczęśliwi. Ergo – miejsce w którym jesteśmy TU i TERAZ tą szczęśliwością nas nie napawa.
Przyznajcie się szczerze ile razy zdarzało się Wam myśleć: zacznę chodzić na siłownię, zrzucę X kilogramów, zacznę się zdrowo odżywiać i jak dobiję do wagi Y w końcu będę mogła powiedzieć, że jestem szczęśliwy/a. Albo pracę mam niezłą, ale to jeszcze nie to, jeszcze czegoś brakuje - muszę dobić do pułapu XYZ wtedy będzie super, wtedy będę szczęśliwy/a.
Swoje poczucie bezpieczeństwa i szczęścia, swój spokój ducha, bardzo wielu z nas uzależnia od tego co uda nam się osiągnąć. Staramy się planować z wyprzedzeniem, a kiedy już coś zaplanujemy zamartwiamy się czy to co zaplanowałyśmy się powiedzie.
Z drugiej strony zdarza się, że rozpatrujemy podjęte już decyzje, w kategoriach tego jak wpłynęły na nasze życie. Może podejmując inną decyzję byłybyśmy teraz w innym miejscu, a co za tym idzie miałybyśmy inne opcje wyboru dotyczące naszej przyszłości? 
O ciągłym planowaniu i jednoczesnym rozpamiętywaniu przeszłości pisałam z resztą dwa lata temu, zupełnie intuicyjnie, nie zdając sobie sprawy z wielu rzeczy. 
Wisienką na torcie jest wiara w to, że inni ludzie czytają w naszych myślach i w końcu dostrzegą to że trzeba nam pomóc, albo że jakieś zachowanie nam nie pasuje.

Po weekendowych warsztatach pt.: "Jak przestać się zamartwiać?" mam dla Ciebie dwie wiadomości – dobrą i złą. 
Dobra jest taka, że te zmartwienia to TYLKO Ty i Twoja głowa, a co za tym idzie to tylko Twoja sprawa jak sobie z nimi radzisz.
Zła jest taka, że to AŻ Ty i Twoja głowa, a co za tym idzie to tylko Twoja sprawa jak sobie z nimi radzisz.
Budujące prawda?:)
Jeśli jednak na chwilę zatrzymasz się i popatrzysz na swoje życie z dystansu, to być może zgodzisz się z tym co ja (niejako na nowo) odkryłam właśnie dzięki weekendowym warsztatom:

1. Dlaczego miał/abyś sobie z czymś nie poradzić? Dlaczego powtarzasz sobie, że nie dasz rady? Skoro masz tych XY lat, jesteś względnie zdrowy/a i do tej pory ogarniałeś/łaś wszystko całkiem nieźle to dlaczego myślisz, że nie poradzisz sobie z tym zadaniem?
Większość dni, o które się zamartwiamy, okazuje się być zupełnie dobra. Większość zmartwień (statystycznie rzecz biorąc) nie materializuje się, więc dlaczego zakładasz, że jutro/za miesiąc ma być inaczej? 

2. Czy powiedziałabyś bliskiej osobie (w odpowiedzi na jej zamartwianie) „Stary/Stara nie ma szans, nie dasz rady”? 
Nie sądzę. Niestety sami dla siebie jesteśmy najbardziej brutalni i bezlitośni, sami siebie blokujemy. A może by tak zmienić retorykę i spróbować odnosić się do siebie z sympatią i szacunkiem?

3. Jeśli wydarzyło się coś negatywnego, spójrz na to z dystansu. Podobno do zastąpienia jednego negatywnego wspomnienia/wydarzenia potrzebne są 4 pozytywne. Niestety nasz kochany mózg ma tendencje do zapamiętywania i wzmacniania niepowodzeń/sytuacji zagrożenia. Tym czasem jak spojrzysz z perspektywy na porażkę, którą rozpamiętujesz, jest bardzo duża szansa, że jest ona wyjątkiem nie regułą. Oblałeś/aś egzamin - pomyśl ile egzaminów zdałeś/aś bez problemu, zawaliłeś/aś termin w pracy - pomyśl ilu z nich dotrzymujesz na co dzień. Najbliższy mi przykład ostatnio: rozbiłam samochód, myślę ile lat jeździłam bez stłuczki (myślę intensywnie, bo swojego nastawienia nie zmienię ot tak jednym stwierdzeniem faktu:)).
Porażki to wyjątki. Oczywiście trzeba wyciągać z nich wnioski, ale nie rozpamiętywać, a już na pewno nie należy pozwalać, aby determinowały nasze myślenie o przyszłości, aby były źródłem zamartwiania się.

4. Przyjmij do wiadomości, że zamartwianie się o to co będzie „kiedyś tam” jest tak samo sensowne jak zamartwianie się o pogodę. Na lotnisku prognoza ustalana jest na najbliższą godzinę, więc dlaczego uważasz, że jest sens martwienia się o to co zrobisz w 2020 roku? 
Brutalna prawda jest taka, że możemy planować oczywiście jakąś tam przyszłość, ale tak naprawdę jest w niej za dużo zmiennych i za mało danych, na których moglibyśmy oprzeć twierdzenie, że z całą pewnością coś będzie czy coś się uda lub nie.
Jedyne co jest pewne to TU i TERAZ.

5. Zrób przegląd swoich scenariuszy. W wieku 20 lat myślałeś/aś, że w wieku 30 lat będziesz dobrze zarabiającym dyrektorem, do tego podróżnikiem, z żoną/mężem, gromadką dzieci i domem na przedmieściach?
Tymczasem masz lat 30, męża/żony nie masz i nie chcesz mieć, za dziećmi nie przepadasz, wolisz mieszkać w mieszkaniu, a do stanowiska dyrektorskiego jeszcze trochę ci brakuje? 
Świadomie możesz się od tych planów odżegnywać, jednak podświadomie, mózg może do nich wracać porównując stan faktyczny z tym zaplanowanym, czasem wręcz zakodowanym, za młodu. Jest duża szansa, że wcale nie chcesz tych wszystkich rzeczy o których myślałeś/aś mając 20 kilka lat. 
Dlatego też, od czasu do czasu, np. przy okazji jakiś istotnych dla nas dat, dobrze jest robić sobie cykliczny przegląd życiowych scenariuszy i wykreślać w miarę na bieżąco te już nieaktualne.
Dla wzmocnienia przekazu punkty nieaktualne można zapisać na kartce i po prostu wyrzucić. Jeśli czujesz, że to co chcesz wyrzucić wywołuje Twoja frustrację, dla jeszcze większego wzmocnienia, możesz tę kartkę pognieść, podrzeć, albo i podpalić, jak szaleć to szaleć.

6. Stawiaj sobie cele, ale oddziel je od poczucia szczęścia. Chcesz schudnąć? Schudnij. Chcesz zmienić pracę? Zmień.
Uzależniając swoje szczęście od osiągnięcia celów sprawiamy, że to szczęście zawsze będzie się od nas oddalać, ponieważ po dobiciu do oczekiwanego punku dodamy sobie kolejny schodek, z myślą "no jak już to osiągnę to będę szczęśliwy/a na pewno" i tak do usranej...
Zrób sobie plan, jak w projekcie, czego do danej zmiany potrzebujesz, ustal termin, harmonogram i działaj. Ale pamiętaj, że osiągnięcie planowanego na przyszłość celu nie powinno determinować tego czy czujesz się szczęśliwy TU i TERAZ.

7. Jeśli frustruje Cie to, że ktoś Ci nie pomaga/nie robi czegoś chociaż Ty tak intensywnie o tym myślisz przestań tylko myśleć, zacznij mówić na głos. Jeśli Cię to krępuje nie musisz prosić wprost, możesz zamiast tego zasygnalizować np. chęć współpracy kiedy potrzebujesz pomocy. Warunek jest jeden. Musisz to zrobić na głos.

8. Zatrzymaj się. Weź kilka głębokich oddechów. Popatrz na to co masz w tym osławionym TU i TERAZ. Jest to jedyna pewna i bezpieczna strefa jaką masz. Nie wiesz co wydarzy się jutro/za miesiąc/rok. Dlatego doceń chwilę, jaka by ona nie była i nie martw się, poradzisz sobie, przecież radziłeś/aś sobie do tej pory:)

PS. Dziękuję Białołęka Jest Kobietą za możliwość uczestniczenia w zajęciach. Jak zwykle nie zawodzicie:)
Więcej... >

Nowy Początek [Arrival]

W zeszłym tygodniu, w Polsce, odbyła się premiera filmu Arrival. Nie wiedzieć czemu polska wersja otrzymała tytuł "Nowy Początek". Jak wiadomo, bywały już gorsze tłumaczenia, ale i zdecydowanie lepsze. Niemniej jednak zostałam zupełnie przypadkiem przez ten film bardzo pozytywnie zaskoczona dlatego też postanowiłam naskrobać o nim bardziej obszerny tekst, aby przekonać niezdecydowanych do obejrzenia i wyrobienia sobie własnego zdania...

Przyznam szczerze, że ani przeczytane recenzje ani ocena tej produkcji na filmwebie nie zachęcały nas do wyboru tego właśnie tytułu, ale ostatecznie zostaliśmy do niego poniekąd zmuszeni przez repertuar, napięty harmonogram dnia oraz darmowe wejściówki.
I dobrze się stało.

Idąc do kina zakładałam, że obejrzę kolejną historię o inwazji zielonych ludzików na Ziemię. Ludzie standardowo mieli dostać sromotny łomot, potem miał przyjść czas na odwet, ze zniszczonymi miastami w tle oraz onanizacją efektami specjalnymi na froncie.
A tu psikus.

Rzadko spotykam się ze zwiastunami, które tylko w niewielkim procencie zdradzają fabułę oraz najlepsze momenty filmu, a tak właśnie jest w przypadku Arrival.

Główną bohaterką filmu jest Dr Louise Banks, zdolna lingwistka, która zostaje poproszona o pomoc w rozszyfrowywaniu języka obcych, którzy niespodziewanie pojawili się na Ziemi.
Jest to główna linia fabularna, dookoła której wiją się macki (hehe) głębszych rozmyślań o naturze i wielowymiarowości języka ludzkiego, a także o sensie życia i cierpienia.
Są to tematy bardzo rzadko łączone z historiami o inwazji Obcych czy o Obcych w ogóle. Jeśli się pojawiają to o subtelności raczej nie ma mowy, a główny nurt rozmyślań spłycony zostaje do rozważań na temat tego "co bym zrobił/a żeby przeżyć". W Arrival wchodzimy na głębszy i bardziej zagmatwany poziom rozmyślań o tym czy i jakie życie, byśmy wybrali jeśli mielibyśmy w ogóle taki wybór? I czy decydując się na jedną z opcji jesteśmy w stanie świadomie zaakceptować wszystko to co dokonany wybór ze sobą niesie?
Są to rozmyślania bardzo trudne, ale i piękne za razem.
premiera premiery listopada 2016 film
Źródło

Piękna jest z resztą cała wizualna strona filmu - zdjęcia i powolna praca kamery idealnie oddają nastrój, a przy tym widz nie zostaje zalany efektowną papką, w której w końcu się topi. W Arrival oddychamy pełną piersią chłonąc urokliwe ale i niepokojące przestrzenie i krajobrazy.

Nie chcę pisać nic więcej, żeby za dużo nie zdradzić. Niemniej jednak szczerze zachęcam do obejrzenia tego filmu nie tylko fanów SF, chociaż im może się on akurat najmniej spodobać, bo tak jak wspomniałam nie jest to typowy film o kosmitach z gatunku tych do których zostaliśmy przyzwyczajeni na przestrzeni ostatnich lat.
Myślę, że paradoksalnie Arrival ma szanse spodobać się osobom, które zupełnie nie kręci SF. Jeśli tylko uda im się przymknąć oko na zielone ludki i skupić się na ludziach i ich historiach. Zwłaszcza w kontekście głośnej ostatnio dyskusji na temat wyborów w hipotetycznych sytuacjach rodzicielskich.
Występują m.in.:Amy Adams, Jeremy Renner, Forest Whitaker.
źródło

źródło

źródło

źródło

źródło

źródło

Więcej... >

Matkowym okiem – filmy na listopad

Jesień ma to do siebie, że wieczorami okopujemy się w kocach, obsadzamy się poduszkami, włączamy telewizor i… okazuje się, że nic w nim nie ma. Nie ważne czy masz tylko 5 kanałów czy aż 250. Czasem udaje się trafić na jakąś perełkę, ale zazwyczaj znajdujemy ją wtedy kiedy trzeba kłaść się spać albo jest ona tylko przerwą dla bloków reklamowych... Dlatego też, w trosce o Wasz czas, zapraszam na krótką listę matkowych filmów, które mogą umilić Wam jesienne wieczory jeśli tylko dacie im szanse.

1. Poradnik Pozytywnego Myślenia
Źródło
Każdy z nas ma jakiś bagaż doświadczeń - pytanie jak sobie z nim radzimy. Przewrotne życiowe scenariusze czasem nam w tym radzeniu sobie przeszkadzają a innym razem pomagają, na swój pokręcony sposób.

Czasem coś co wydaje nam się nie do przeskoczenia okazuje się być „tylko” chwilową, mentalną blokadą. Czasem trauma, którą przeżyliśmy napędza nas do dalszego funkcjonowania w zupełnie inny, nowy, czasem niepoprawny sposób. Ten nowy sposób działania może sprawiać, że czujemy się nierozumiani, nawet samotni chociaż mamy dookoła siebie pomocnych (na pierwszy rzut oka) bliskich. 
Poradnik Pozytywnego Myślenia to cudowny, ciepły film właśnie o walce z własnymi słabościami i traumami oraz o tym, że czasem pomoc jest bliżej niż nam się wydaje (jak we wszystkich komediach romantycznych, chociaż jednak nie szufladkowałabym tego tytułu w tym gatunku;)). 

Kiedyś ktoś powiedział mi, że jest to film dołujący. Nic bardziej mylnego, zwłaszcza jeśli da mu się szansę i obejrzy do końca.
Ogromnym plusem tego filmu są genialne dialogi, a wisienką na torcie, wg mnie jest oczywiście ścieżka dźwiękowa… no może minimalnie przesadziłam - nie ma żadnej wisienki, można od razu zacząć tarzać się w torcie... i wisienkach;)
Występują m.in.: Jennifer Lawrence, Bradley Cooper, Robert De Niro, Chris Tucker, 

2. Ratując Pana Banksa [Saving Mr Banks]
film jesien kultura pana banksa tom hanks collin farell poppins disney polecam recenzja filmy na
Źródło
Rzygający tęczą Walt Disney kontra surowa Pamela Lyndon Travers – twórczyni Mery Poppins. To produkcja ciepła, wzruszająca, a przy tym, mimo wszystko smutna, jak koniec lata. 
Jest to jedyny film w którym toleruję Colina Farrella, jedyny w którym aktor ten, poza tolerancją, wywołał we mnie jakiekolwiek emocje inne niż przysłowiowy face palm. 

Ratując Pana Banksa to historia powstawania kultowego już filmu o Mery Poppins oraz o tym, co się za tą opowieścią kryło. Niestety nie był to żaden idealny obrazek wymyślony przez pisarkę, ale smutny obraz problemów rodzinnych i tego jak w ich obliczu zachowujemy się w stosunku do naszych dzieci. Jak, dbając o ich dzieciństwo, wielokrotnie walczymy o zachowanie pozorów normalności wręcz bajkowości – złudnej i fałszywej, ale to nieistotne. Niestety karmione bajkami o rodzicach dziecko w końcu zaczyna dorastać i dostrzegać brzydką prawdę z którą musi sobie w jakiś sposób poradzić…
Występują m.in.: Tom Hanks, Emma Thompson i wspomniany wcześniej Collin Farell.

3. Ona [Her]
co oglądać jesienią kino nastrój nastrojowe her ona
Źródło
Historia miłości w czasach królowania technologii. 
Z jednej strony staramy się nawiązywać realne związki, z drugiej uciekamy w wirtualną rzeczywistość, w której znajdujemy… no właśnie, co? 
Bardzo często niestety są to tylko pozory, niespełnione pragnienia i kompleksy, ale drugą stroną medalu bywa często zrozumienie i akceptacja. 

Co by było gdyby najlepiej ze wszystkich rozumiała nas sztuczna inteligencja? 
Czy jeśli ta sztuczna inteligencja przestałaby być tylko algorytmem odpowiadającym na nasze potrzeby nadal będzie dla nas pociągająca?
Czy będziemy dla niej równoważnymi partnerami?
Co zrobimy jeśli nawet ona nas zostawi?
A jeśli gdzieś tam poza telefonem/komputerem są ludzie, którym na nas zależy tylko zapomnieliśmy o tej archaicznej formie kontaktu?

To tylko kilka z pytań które przewinęło się przez moją głowę podczas oglądania tego filmu. Jeśli macie ochotę na coś bardziej ambitnego, pięknego zarówno pod kątem wizualnym jak i fabularnym to szczerze polecam.

Występują m.in.: Scarlett Johansson (a dokładniej jej głos), Ammy Adams, Rooney Mara i Olivia Wilde, a ze znanych facetów: Skurczybyk co zabił Gladiatora:P

4. Siostra twojej siostry [Your Sister's Sister]
siostry film recenzja Emily Blunt
Źródło
Kocham niedopowiedzenia. I wynikające z tego historie. 
Jako jedynaczka z nieudawanym zainteresowaniem oglądam również firmy o szeroko rozumianych siostrzanych relacjach. Jeśli do tego okraszone są absurdalnym poczuciem humoru to możecie mnie ogłosić pierwszą chearleaderką tego tytułu. 

Film ten jest leniwą, krótką historią trojga ludzi, których łączą po pierwsze śmierć, a po drugie więzy rodzinne. Po trzecie domek na odludziu. Po czwarte, jak to w życiu bywa, za dużo wódki. Brzmi jak horror, ale uwierzcie mi to kawał dobrej, komediowej roboty (z elementami dramatu ale co tam). Wszystko w scenerii podobnej do naszej – szarej, listopadowej, ale za sprawą głównych bohaterów na pewno nie zimnej. 
Genialne dialogi, wzbudzające sympatię postacie i humor, czasem mocno niepoprawny to tylko niektóre z walorów tego tytułu.

Występują: Emily Blunt, Rosemarie DeWitt i Mark Duplass. Bez "m.in.", bo są to główni i właściwie jedyni bohaterowie filmu.

5. Joy [Yoy]
recenzja Joy Jennifer Lawrence Bradley Cooper Robert De Niro Isabella Rossellini
Źródło
Gdy Ci smutno, gdy Ci źle… opatentuj mopa. 
Film ni mniej ni więcej o zwalczaniu przeciwności losu. Owszem mocno spłycony i ugrzeczniony na potrzeby hollywoodzkiej produkcji. Jednakże pomimo tego jest on niewątpliwie ogromną porcją inspiracji kiedy w życie rzuca nam pod nogi kolejne kłody. Zwłaszcza kontekście bycia matką i podejmowania prób połączenia matkowania z realizacją własnych pasji i konfrontowania się z najbliższą, niezbyt pomocną rodziną. Raczej dysfunkcyjną, a momentami również toksyczną, ale jednak rodziną.

Występują m.in.: Jennifer Lawrence, Bradley Cooper, Robert De Niro i Isabella Rossellini.
Popełniłam również bardziej obszerną recenzję.

6. Miłość po francusku [20 ans d'écart]
Źródło
Jesteś po 30? 
A może już masz 4 z przodu? 
Masz 20 lat i ciekawa jesteś jak to będzie na „starość”? 
Jeśli na któreś z powyższych pytań odpowiedziałaś „tak”, to ten film jest właśnie dla Ciebie. Dlaczego? Ponieważ pokazuje, że niektóre założenia czy stereotypy, na przykład na temat tego co (w pewnym wieku) wypada a co nie, możemy włożyć miedzy bajki. 
Nikt, w żadnym wieku, nie jest za stary bądź za młody na zakochanie. Nie ma też poprawnego momentu na miłość. W całym tym szaleństwie ważne jest, żeby mimo wszystko być sobą, cokolwiek to dla nas oznacza, niezależnie od tego czy to legendarne bycie sobą jest adekwatne do cyferek z numeru PESEL. Nie dajmy się zwariować, w końcu nie chcemy być definiowane przez pierwszą cyfrę naszego wieku.

Miłość po francusku to sympatyczna komedyjka, w której nie zraża mnie nawet ten nieszczęsny francuski, za którym specjalnie nie przepadam. Główni bohaterowie zarysowani są w bardzo wyrazisty sposób wzbudzający sympatię widza. Robią to tak skutecznie, że przez chwilę, kiedy jeszcze nie wiedziałam, że urodzę dziewczynkę, dla chłopca rozważałam imię Baltazar. Na szczęście urodziłam Zosię;)
Występują m.in.:Virginie Efira i Pierre Niney.

Mam nadzieję, że chociaż jeden z powyższych tytułów przypadnie Ci do gustu, a może masz swoje typy filmów na jesienne wieczory? Z chęcią o nich przeczytam w komentarzu:)

Jeśli uznasz, że komuś jeszcze przyda się powyższa lista udostępnij proszę ten tekst - możesz to zrobić klikając jeden z poniższych udostępniaczy👇 Dziękuję 💐
Więcej... >

Liebster Award #3

Co prawda na początku swojej blogowej "kariery" brałam już udział w akcji Liebster Award (nawet 2 razy), ale jak to mówią do 3 razy sztuka.
Tym razem do zabawy zaprosiła mnie Ania z bloga Oh Mummy.

1. Co Cię w życiu inspiruje?
Ludzie, którzy mnie otaczają, mądre książki, czasem filmy. Ciężko określić jedno źródło inspiracji, bo jest ich bardzo dużo. Czasem inspiracja atakuje mnie zupełnie znienacka z osoby/miejsca/rzeczy, po której zupełnie bym się tego nie spodziewała.

2. Jaka jest Twoja definicja macierzyństwa?
Dziwny stan, pełen sprzeczności i oksymoronów. 
Kochasz kogoś i jednocześnie masz go ochotę udusić, chcesz odpocząć, czasem zostać sama, a gdy w końcu tak się dzieje po 5 minutach tęsknisz za źródłem Twojego ustawicznego zmęczenia. 
Poza tym macierzyństwo to ogromna dawka radości i wzruszeń, a także nerwów, wyzwań, potknięć, sukcesów, uników, podchodów i podskoków.
Wszystko w jednej szklance.

3. Co było Twoim marzeniem w dzieciństwie?
Oj była ich cała masa… od znalezienia tęczowego wodospadu (o.O nie wiem dlaczego) i spotkania jednorożca (o zgrozo), przez lot na księżyc czy podróż do wnętrza ziemi, zbudowanie nad Wisłą tajnej bazy dla dzieciaków z osiedla, nauczenie się języka zwierząt... czyli w zasadzie norma.

4. Co sądzisz o bezstresowym wychowaniu? Czy wg Ciebie coś takiego w ogóle istnieje?
Moim zdaniem nie ma czegoś takiego. Brak zasad (bo dla mnie tym właśnie jest "bezstresowe wychowanie") nie jest bezstresowy ani dla dzieciaka, ani dla rodzica, ani dla ich otoczenia.

5. Jak wyglądałby Twój idealny dzień?
Niezależnie od wersji: Spanie dopóki sama nie wstanę. Powolna kąpiel z pianą. Gorąca kawa. Plus brak spiny i poczucia, że muszę cokolwiek.

W wersji z rodzinką: spacer, domowa pizza na obiad, wyjście do kina albo rozgrywka jakiejś planszówki…
W wersji bez rodzinki wypad do jakiegoś SPA, masaż i inne takie.

6. Co Cię najbardziej zaskoczyło, kiedy na świecie pojawił się Maluch?
To ile czasu mogę funkcjonować ustawicznie niewyspana.

7. Twoje ulubione blogi?
O rany… Trochę ich jest, większość wymieniona tutaj :)

8. Zastanawiasz się czasami co kiedyś powiedzą dzieci po przeczytaniu Twojego bloga?
Nope. Pewnie jeszcze tego pożałuję;)

9. Co daje Ci najwięcej radości?
Przytulanie.
I oczywiście spanie, spanie zawsze jest w moim top 3. Wiem, że jestem monotematyczna, ale bez porządnej dawki snu nie jestem w stanie zaangażować się całą sobą w żadne podejmowane akcje.

Na kolejnych miejscach rankingu są spotkania z przyjaciółmi, czytanie, oglądanie filmów, chodzenie do muzeów i inne rzeczy, na które najczęściej (niestety) brakuje mi czasu…

10. Twój sposób na totalny reset.
Bieganie. Zapomina się o wszystkim, wietrzy się umysł, w jakimś stopniu odpręża ciało, a do tego ma się poczucie, że nasze możliwości to kwestia umowna, bo można coraz więcej.

Kiedy sytuacja na to pozwala dobra impreza – czyli stadne wyjście na tańce/karaoke albo po prostu do knajpy. Rozmowy o wszystkim i o niczym okraszone dużą dawką śmiechu, wspominków i innych takich.

11. Czego nigdy nie zrobiłabyś w swoim życiu
Nigdy nie mówię nigdy.

Powiem szczerze, że w obecnej chwili nie mam czasu na wymyślanie pytań ani nominacji, więc zapraszam do odwiedzenia blogów, które czytam, tak po prostu;)
Ich lista znajduje się w zakładce: Blogosfera.
Więcej... >
Pani Fanaberia - blog parentingowy z przymrużeniem oka © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka