Grudniowe wyzwanie foto - dzień trzeci

Ha, ha! Już myślałam, że nie zdążę, ale jednak się udało.

Oczywiście nie byłabym sobą gdybym się nie zakręciła, a mianowicie z uporem maniaka myślałam, że dzisiaj jest dzień z "P jak...", a tu paczam i oczom nie wierzę - list!
Co się odwlecze to nie uciecze. P jak nowy projekt obwieszczę zatem w sobotę czyli dzień szósty wyzwania;)

Temat na dzisiaj, jak się okazuje, to LIST.
Listy zawsze kojarzyły mi się z tęsknotą i romantyzmem. Obecnie listy, w tradycyjnej formie, ograniczam do wypisywania kartek na święta.
Ale cóż to by było za wyzwanie, gdyby nie trzeba było ruszyć głową.
Tak się złożyło, że z okazji L4 spadło na mnie incydentalne ugotowanie obiadu. Jak już nie raz wspominałam jestem kuchennym analfabetą, kretynem i debilem. Wiedząc o tym mój małżonek, zostawił mi jakże romantyczną instrukcję gotowania fasolki po bretońsku.
Oprawa wizualna to już moja sprawka, na potrzeby wyzwania;)

Przepis idzie tak:
1. Pokroić boczek i kiełbę i podsmażyć na patelni;
2. Wodę z fasoli odlać i nalać nowej tak żeby fasolę przykryło (może być trochę więcej);
3. Dodał płaską łyżeczkę soli i gotować na małym ogniu;
4. Kiedy fasola trochę zmięknie dodaj majeranku;
5. Chwilę później dodać kiełbę i boczek;
6. Dodać koncentrat;
7. Gotować aż fasola będzie dobra.
Fasolka się udała:)
Ba! Podobno jest lepsza niż ta którą robi moja mama. Normalnie aż spąsowiałam:P

Inne interpretacje tematu znajdziecie tutaj.

Udostępnij ten post

7 komentarzy :

  1. Gratuluję udanego obiadu ;)
    Narobiłaś mi ochoty na fasolkę po bretońsku.. dawno nie jadłam :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, normalnie chodzę dumna i blada:D

      Usuń
  2. List to list, nawet jeśli z fasolką ;) Ale i tak jesteś dobra. ja to bym jeszcze dzwoniła: A ile gotować, a ile wody wlać, a ile majeranku.

    OdpowiedzUsuń
  3. Pamiętam, że kiedyś taką instrukcję zostawiłam mojemu chłopakowi :) Z tym wyjątkiem, że dotyczyła zupy, hehe:D

    OdpowiedzUsuń
  4. zdjęcie super :D
    hm, ja lubię gotować, ale fasolki po bretońsku nie umiem, może spatrzę sobie przepis Twojego męża, to zaskoczę swojego samorobnym produktem, a nie tym ze słoika :P

    OdpowiedzUsuń
  5. Uśmiałam się z tego zdjęcia i opisu! :D

    OdpowiedzUsuń

Pani Fanaberia - blog parentingowy z przymrużeniem oka © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka