Świąteczna gorączka... i katar, i ból gardła

Dzisiejszy post sponsoruje litera M jak Miód oraz liczba 100 000 000.

Miód ponieważ w ciągu ostatnich dwóch dni dodawałam go do każdego napoju, wierząc w jego cudowną moc uzdrawiania. 100 000 000 (słownie sto milionów) ponieważ tyleż właśnie wypiłam szklanic herbat z miodem, mleka z miodem, wody z miodem itp. Tym samym test na obciążenie glukozą zostaje oficjalnie przesunięty na po świętach. Może to i lepiej, bo przynajmniej ewentualna cukrzyca ciążowa wyjdzie po świątecznym obżarstwie.

Tak jak już kiedyś pisałam, w tym roku miałam się z uporem maniaka, świątecznego psychopaty, delektować atmosferą i aromatem świąt.
Jak mi idzie?
Nie licząc infekcji, która niczym bumerang wraca do mnie co jakieś dwa tygodnie, jest całkiem nieźle. Kiedy nie pracuję lub się nie kuruję podziwiam świąteczne iluminacje, te bliższe i dalsze, rozbijam się po kawiarniach, czytam książki, a wieczorami ze stopami pod kocem popijam kakao.

Sprawy ściśle świąteczne mają się następująco:
Choinka ubrana i pachnąca.
Mieszkanie odgruzowane, głównie dzięki M., który dzisiaj biegał z odkurzaczem, podczas gdy ja umierałam na kanapie.
Prezenty kupione, czekają na pakowanie.
Kartki zakupione, wypisane, czekają na wysłanie.
Susz z owoców na razie tylko pachnący czeka na przerobienie na kompot, podobnie jak składniki na ciasta. W tym roku mam ambitny plan zrobić sernik, ciasto marchewkowe i kruche ciasteczka.

Jak dobrze pójdzie, o ile choróbsko nieco odpuści, jutro zamknę otwarte kwestie. Na razie wydaje się, że infekcja jest w odwrocie, więc istnieje cień szansy, że mi się to uda.

Tymczasem nadal mam ogromną nadzieję, że uda mi się również odciąć od wyścigu szczurów w wydaniu świątecznym. Do tej pory idzie mi całkiem nieźle - zero paniki, zero licytowania się. Mimo moich perfekcjonistycznych zapędów powoli dochodzę do wniosku, że tak na prawdę nic nie muszę.

Za to chcę aby tych kilka dni było dla mnie i dla moich najbliższych czasem spokoju i radości, a nie pędzenia do jakiegoś chorego ideału i stawania na głowie. Czego i Wam życzę, ale właściwe życzenia naskrobię dopiero we wtorek, a co!:)


Udostępnij ten post

4 komentarze :

  1. Zdrówka życzę :) Co by Ci na święta odpuściło!

    OdpowiedzUsuń
  2. ale najlepsze w tym wszystkim jest to, że jeszcze nie urodziłaś, nie karmisz, i możesz się nażreć wszystkich świątecznych pyszności, aż uszami będzie wychodzić!
    To tak gwoli pozytywnego myślenia.. :D

    OdpowiedzUsuń
  3. O, nie jestem sama :) Zdrowiej szybko.
    Życzę ci radosnych Świąt. Pełnych ciepła, radości, spokoju, dużo zdrowia i czego sobie zapragniesz :)

    OdpowiedzUsuń

Pani Fanaberia - blog parentingowy z przymrużeniem oka © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka