Matka Outsiderka

Pierwsze podsumowanie pierwszego tygodnia w domu. Cóż mogę powiedzieć poza tym, że jeszcze nie wzięła mnie cholera? Niewiele. Udało mi się w tym tygodniu nadrobić zaległości głównie w kontaktach międzyludzkich, odpisałam na wszystkie zaległe wiadomości, ubezpieczyłam mieszkanie i zrobiłam dwa duże zamówienia wyprawkowe. Poza tym nie zwariowałam, za to wyrobiłam sobie jakieś wstępne nawyki w stylu wstawanie o tej samej porze, codzienne rytuały itd. dzięki którym mam poczucie, że czas nie płynie totalnie bezproduktywnie.

Mijający tydzień obfitował również w odkrycia, które doprowadziły do stworzenia tego posta:
Po pierwsze komunikacja miejska w ciągu dnia jest tylko odrobinę mniej zawalona ludźmi niż w godzinach szczytu. Są to ludzie z innego gatunku niż ci z porannego szczytu, ale ilościowo obłożenie wygląda podobnie, pewnie dlatego że autobusy kursują rzadziej. Gatunek współpasażerów dziennych również z uporem maniakalnym blokuje drzwi, okna i wszystko co się da dla odmiany nie torbami z laptopami, ale wózkami z zakupami.

Po drugie spacer po osiedlu w godzinach 11-14 wiąże się z koniecznością uskuteczniania slalomu giganta między wózkami. Rozumiem potrzebę wychodzenia na dwór ze swoim potomkiem, sama też mam taki plan, rozumiem też, że fajnie jest wyjść z psiapsiółką i pogadać, nie rozumiem jednak dlaczego stado mam uzbrojonych w wózki wychodzi z założenia, że hulaj dusza piekła nie ma cały chodnik ich. Spychają tym samym pozostałych przechodniów na ulice. Słowo przepraszam wyzwala w nich głośne stękanie i kwękanie, że przecież można je ominąć bokiem.

Po trzecie naiwnie zakładałam, że zakupy o godz. 14 w osiedlowym markecie będą przyjemne, wolne od kolejek, mało stresujące itp. Mój błąd. I brak doświadczenia zdecydowanie. Sklep oblężony przez gatunek mam z obserwacji drugiej. Spoko, wszystko ok, bo przecież jak są na spacerze to mogą zakupy od razu zrobić, zwłaszcza jak nie ma z kim potomka zostawić. Tylko dlaczego wózek wciągnięty do alejki blokuje ją na całą szerokość, a mógłby być ustawiony równolegle umożliwiając innym przejście? Dlaczego zamiast powiedzieć „przepraszam”, matka z wózkiem wychodzi z założenia, że lepiej mnie staranować swoim atrybutem?  Dlaczego po staranowaniu wózek ląduje między mną a regałem z którego chciałam coś wziąć? Nie rozumiem. Czy z mlekiem matki dziecko wysysa też jej kulturę osobistą i szare komórki?
Po czwarte nie ma to jak dobre rady/mądrości życiowe, które nie dość, że nijak się do mnie mają to jeszcze sprawiają, że mam ochotę mordować ludzi, którzy zakładają, że skoro „ja tak mam to Ty też”. Co mam na myśli? Otóż w przeciągu ostatnich kilku dni usłyszałam takie dwie mądrości:
1. „jak już jesteś na zwolnieniu to zobaczysz jakie to cudowne i już nigdy nie będziesz chciała wrócić do pracy”
2. „ciesz się M. bo jak się urodzi Zośka to już świata poza nią nie będzie widział i zejdziesz całkowicie na drugi plan”

W kwestii mądrości numer 1 po tym tygodniu stwierdzam, że jestem dzieckiem korpo, albo jakimś współczesnym odpowiednikiem przodownika pracy. Nie wyobrażam sobie na dłuższą metę życia bez pracy, bez wyzwań, rozwoju zawodowego itp. Lubię się sprawdzać, lubię pracować, lubię odpowiadać za realizację tych czy innych zagadnień. Owszem cieszę się, że odpadły mi dojazdy a drugi koniec miasta, ale już kombinuję jak tu sobie zorganizować jakieś fajne, rozwojowe, dodatkowe zajęcie. Druga kwestia jest taka. że nie wyobrażam sobie zawierzenia swojego losu/niezależności materialnej swojemu partnerowi/mężowi. – nie dlatego że mu nie ufam, tylko dlatego że różnie się w życiu układa i zawsze, ale to zawsze, chcę mieć w zanadrzu alternatywę, że w razie czego poradzę sobie sama.

Jeśli zaś chodzi o mądrość numer 2 to już zupełnie ręce mi opadły, bo nawet nie bardzo wiedziałam co na nią odpowiedzieć…. No bo co? Że niby urodzę i nara? I skończy się era dogadywania się, czułości i bliskości?
Nosz kurcze nie na to się pisałam i jakoś mi się nie chce w to wierzyć. Śmiem twierdzić, że wszystko zależy od podejścia, od wyznaczenia sobie priorytetów, zwyczajów itd. Oczywiście, pewne rzeczy, aspekty związku są trudniejsze, bardziej skomplikowane niż przed pojawieniem się dziecka, brakuje miejsca na spontaniczność itp. ale mimo wszystko, wierzę bardzo w to że wszystko jest do pogodzenia, do wypracowania i nikt nie musi, nie powinien czuć się odrzucony w nowym porządku. Jak to wyjdzie w praktyce dam znać w okolicach czerwca:P

Po tych 4 sporych obserwacjach i kilku malutkich doszłam do wniosku, że o ile nie trafię na jakąś rozsądną towarzyszkę albo o ile Zośka nie pozbawi mnie szarych komórek to moim świadomym wyborem będzie chyba skazanie się na banicję z grona matek wózkowych i tych mądrych życiowo. Jakoś nie widzę siebie w tych stadach przemierzających osiedle, ani wśród pań siejących wózkowy terror w marketach, ani wśród tych psioczących na swoich mężów. Widzę siebie za to w cieniu drzewa, z książką albo innym tabletem. Bez mądrości, bez wmawiania kretynizmów, za to z poczuciem spokoju i wyluzowania.
Tymczasem w związku z tym, że pogoda coraz gorsza, na jutro zapowiadają opady marznącego deszczu, spacery na ten moment sobie odpuszczam za to planuję nadrobić zaległości serialowe (Pod Kopułą, The Originals, Hannibal, Wikingowie, Bates Motel, Blacklist…), filmowe (Królowa, Kongres, Sugar Man, Czas na miłość...) i czytelnicze (Pilipiuk, nowy Sapkowski, King..). Do tego wszystko dodaję mocne postanowienie wykonania mapy marzeń, do której mam już zebrane materiały – ciekawe czy uda mi się unaocznić marzenie niepoddania się wózkowemu towarzystwu wzajemnej adoracji;)

Udostępnij ten post

18 komentarzy :

  1. Rzadko zdarza mi się chodzić na spacery w towarzystwie. Wolę sama, zwłaszcza w wakacje- młoda śpi, a ja leżę z gazetą/ksiażką przy fontannie się opalam popijając mrożoną kawulę :D
    Co do mądrości dotyczącej podejścia męza do zony po porodzie- ręce opadają z hukiem! Zaobserwowałam zupełnie co innego- mój to jakby przeżywał zakochanie na nowo i to podwójne ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam dokładnie taki sam plan. Jako, że Zośka ma urodzić się w kwietniu będę miała wszystkie ciepłe miesiące przed sobą:)
      To mnie pocieszyłaś i mam nadzieję, że u mnie będzie tak samo:)

      Usuń
  2. Jeszcze wiele mądrości ludowych przed Tobą, niektóre rozłożą Cię na łopatki.
    W kwestii pracy zupełnie mam takie samo podejście, dlatego już teraz zaczęłam pracę. I niestety w oczach niektórych wyrodna ze mnie matka... niestety wszystkim nie dogodzisz...
    Najważniejsze, żeby nam było dobrze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawa jestem co jeszcze usłyszę:D
      A co do pracy to nie ma sensu przejmować się tym co myślą inni. Ja wczoraj wywołałam zdziwienie, kiedy stwierdziłam, że wysyłam dziecko do żłobka:O

      Usuń
  3. O, no właśnie, matki wózkowe, które chcą staranować wszystkich, bo mają czołg i więcej im wolno..
    Raz dałam się namówić na spacer z jedną qmpelą i kiedy ja starałam się być raczej mało problemowym użytkownikiem chodnika, on wręcz właziła na ludzi...

    Niektórzy po prostu nadają się na spacery w samotności.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się w całej rozciągłości;]

      Usuń
  4. Dobre spostrzeżenia! Ja też wolę spacery sama - teraz muzyczka na uszy a latem była książka :)
    Ale jako korpo mama muszę przyznać, że pierwsze dziecko wyleczyło mnie z pracoholizmu a drugie tylko to wzmocniło. Złapałam dystans. Obecnie rozkoszuję się rokiem macierzyńskiego (jeszcze/tylko 6 m-cy zostało), ale na wychowawczy bym już nie poszła. Z drugiej strony ciężko mi na myśl o powrocie do pracy. Stoję w rozkroku chyba ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, może jak pojawi się Zosia to i ja się wyleczę z pracoholizmu:) Na razie kiedy siedzę w domu sama z kotami to mi pracy brakuje jednak:D Ale zamierzam skorzystać z rocznego macierzyńskiego.

      Usuń
  5. Mnie też wkurzają Matki, które idą środkiem chodnika bo wtedy ja z moim wózkiem muszę ustępować. Ja zawsze staram się iść z boku. Jedyne co to w osiedlowym sklepie teraz mi się zdarza stawiać wózek na środku pomiędzy regałami a to tylko dlatego, że Młody chce po wszystko sięgać i wózek musi stać tak aby nic nie było w zasięgu jego rączek. Ja niestety odkąd powiedziałam w pracy, że jestem w ciąży do od razu mnie na zwolnienie wysłali. A to tylko z racji tego, że ja pracuję na budowie a tam łatwo się "zabić" np. o wystające pręty i po prostu się bali, że mi się coś stanie. Ale wynudziłam sie masakrycznie na zwolnieniu, więc rozumiem Cię. Teraz już od ponad dwóch miesięcy już mi się strasznie chce wrócić do pracy ale niestety żłobek dopiero mamy od marca więc muszę jeszcze w domu siedzieć. A co do dobrych rad to ich nie słuchaj po prostu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takiej sytuacji stawianie wózka na środku jest zrozumiałe:) Mamy z mojego marketu w większości miały gondole z niemowlakami, więc to chyba nie o to chodziło:D
      Jak ma się niebezpieczną pracę to w sumie nic dziwnego że od razu na zwolnienie wysyłają, ale tak jak piszesz ciężko się przyzwyczaić do siedzenia w domu, zwłaszcza jak człowiek na co dzień aktywny i lubi to co robi. Ja to chyba Zosię do żłobka zapiszę jak tylko się urodzi, żeby było miejsce, ale to i tak pewnie żadna gwarancja.

      Usuń
  6. Nominowałam Cię do Liebster Blog Award.
    Pozdrawiam
    http://czekamynacud.blog.pl/

    OdpowiedzUsuń
  7. Jezusicku, a idź Ty mi z tymi planami kulturalnymi.... Powiem jedno słowo: zazdroszczę :)

    A co do tematu - zawsze się mówi, że tego czy tamtego nie będzie się robić, ale koniec końców czasem głupotę i tak się walnie, choćby z tymi wózkami. Ile razy wózek sam mi gdzieś w markecie odjechał, bo akurat dziecko uskuteczniało efektowne "spadamento" i do wyboru albo ratuję flaszki na pólkach albo cackam się z wózkiem ;)
    I nie żebym jakoś mega straszyła, ale to czytanie pod drzewkiem z tabletem....baardzo optymistyczne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki i pewnie masz rację, zobaczymy jak to ze mną będzie jak już Zosia do mnie dołączy, no i co wyjdzie z moich jakże optymistycznych planów;)

      Usuń
  8. miałam podobne zamiary - książka, ławka i śpiące w wózku dziecko. Rezczywistość okazała się inna - Zocha chciała spać tylko jak wózek się poruszał. Łaziłam więc z muzą na uszach, ale raz i drugi minęłam się z kilkoma mamami z wózkami w podobnym stadium. Zaczęłyśmy sobie mówić cześć. Potem zaczęły się pytania: A jak ma na imię, a ile ma miesięcy? A ile Ci śpi w dzień? A jak noce? A obraca się...? I tak zawiązały się mocne wózkowe przyjaźnie, bo dzieciaki w tym samym wieku i teraz znają się i bawią się razem pięknie, a my możemy pić kawki ;)
    Samotność na spacerach na dłuższą metę męczy - i tak jesteś sama z dzieckiem w domu przez całe dnie, więc fajnie mieć do kogo otworzyć buzię chociaż na spacerze :)
    Co do barykadowania alejek w sklepie sama taki incydent wczoraj spowodowałam ;) Nie było to moim zamysłem, ale tak się stało - kajam się :P

    OdpowiedzUsuń
  9. Co do spacerów z wózkiem, to musiałabyś widzieć mojego Ł. na przechadzce z Małą.
    Normalnie czasem mi wstyd za niego, bo pruje na przód, nie zważając na nikogo...
    Tak tylko, żeby nie było, że to tylko mamy tak się wożą :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Na wózkach się nie znam, bo a. Wózka nie miałam, chodziłam z chustą i ergonomikiem, to byłam mobilna i miałam wszystko gdzieś i b. Tu za bardzo nie ma chodników, więc jak już się znalazły przeszkody, to raczej były to błoto, pagórki, płoty i krzaczory ;)
    Za to jeśli chodzi o "mądrości" życiowe to ojejku. Słyszysz nieproszone rady już w ciąży, a jak już urodzisz to dobro wspólne, jakim jest dziecko to dopiero - przynajmniej u mnie - zaczęła się jazda. Okazało się nagle, że wszyscy są ekspertami w szeroko pojętej opiece nad dzieckiem, a szczególnie ci niedzieciaci. Ciekawe, że zachowują się tak tylko rodacy. Hm.

    OdpowiedzUsuń
  11. Też nie pojmę nigdy niektórych zachowań i gadek młodych mam. Sama jestem mamą 4-miesięcznej córy, ale szlag mnie trafia jak słucham niektórych mądrości. Ja podobnie tak jak ty nie wyobrażam sobie siedzieć wciąż w domu. Nawet jeśli nie wracam do pracy szybko to muszę gdzieś wyjść, do ludzi, zrobić coś dla siebie. Jak tylko wyszłam z połogu to już śmigałam na fitness, dziecko zostawiam z mężem i w długą:) Co do męża to gadanie, że zejdzie na drugi plan można między bajki włożyć. Wszystko zależy od tego co zrobi taka kobieta. Zawsze można wynajdować problemy i wymigiwać się dzieckiem. Ja tam nie narzekam, a nawet przeciwnie - jest mnóstwo czułości, miłości, seks pierwsza klasa:) Ja do worka maminych wkurzających mnie spraw dodam jeszcze siedzenie w domu i brak spotkań towarzyskich itp, ale na ten temat już wyżyję się u siebie ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Coś w tym jest, że niektórym mamom dziecko wyssało z mlekiem rozum... A może taka to czeka, aż ktoś jej zwróci uwagę, żeby móc sobie pokrzyczeć na czym świat stoi, dyskryminacja! Olaboga! :)

    OdpowiedzUsuń

Pani Fanaberia - blog parentingowy z przymrużeniem oka © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka