W poszukiwaniu (straconego) czasu

Poszukiwany czas, w wersji XXXL. Ten, który miałam do tej pory najpierw się skurczył, a teraz nie dość, że mam go mniej to jeszcze przelatuje przez palce...
Siadam do komputera na 3 minuty, patrzę na zegarek a to już kwadrans... Za to jak Zo płacze, bo nie chce spać to minuta ciągnie się jak godzina w poczekalni do dentysty. Kiedy myślę sobie, że mam cały wieczór dla siebie okazuje się, że nie koniecznie, bo jak się odejmie czas ogarniania chałupy, mycia i wyparzania butelek z godziny zostaje kwadrans, a jak kwadrans to od razu wraz z ilością czasu wprost proporcjonalnie zmniejsza się motywacja do robienia nadprogramowych rzeczy w stylu czytanie książek.
Mam mocne postanowienie, co by mimo wszystko, przez te 15 minut zrobić coś innego niż gapienie się w telewizję, która ostatnio swoim debilizmem i poziomem żenady doprowadza mnie do szału... ale o tym innym razem. Tymczasem czasu mam coraz mniej, więc pytanie do Was, jak sobie radzicie z jego chronicznym brakiem? A może takowego nie doświadczacie?
Wszelkie rady mile widziane:)
Salvador Dali - Clock Explosion

Udostępnij ten post

10 komentarzy :

  1. To są standardowe macierzyńskie zaburzenia czasoprzestrzenne.
    Podobno się to po jakimś czasie normuje, ale ja jeszcze tego nie dożyłam :))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aha, to chociaż o tyle dobrze, że nie tylko ja tak mam:D
      Czekam na tę normę i czekam, a jej ni widu ni słychu;)

      Usuń
  2. Mnie ostatnio ratuje mata edukacyjna. Lenka potrafi się na niej bawić nawet godzinę, a ja w tym czasie myję się/sprzątam/wyparzam/gotuję/piszę itp. itd.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas mata edukacyjna sprawdza się tylko jak Zo ma dobry humor:D A ostatnio przez te upały nie zdarza się to zbyt często, dodatkowo zaczęła marudzić przed zasypianiem, zamiast po prostu zasnąć, więc mamy co kilka godzin wrzask, który chociaż trwa parę minut to ja mam wrażenie że ciągnie się godzinami:)

      Usuń
  3. Aż tak bardzo nie odczówam braku czasu, bo mój stworek nie jest absorbujący. Ostatnio zniszczyła mi spokojne wieczory i robi to nadal- idą kły! Ząbki się zsuwają! MA-SA-KRA! 1,5 godziny na minusie każdego wieczora! Radzę sobie z tym siedząc do 1 :D Da radę ogarnąć wszystko, a jak widok w kuchni straszy to mam to w 4 literach i gonię Starego- niech mu się czas czasem skurczy, też ma rączki do czegoś, a ja leżę w wannie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zazdroszczę - Zosia jest coraz bardziej absorbująca, a ja nie daję rady siedzieć dłużej niż do 23;)
      Małż pomaga jak może, ale też czasem nie daje rady przy naszej Zołsinie;]

      Usuń
  4. ja po prostu pozwalam mu płynąc i nie załuję, że ucieka bo jestem ciekawa co za chwilę się stanie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. chyba jeszcze długo nie opanuję tej sztuki:)

      Usuń
  5. Nie mam telewizji - to po pierwsze, bo tv to okropny pożeracz czasu.
    Co z tego, że czas, który zaoszczędzę na potencjalnym oglądaniu, marnuje się na (często) bezsensownym przęglądaniu sieci? xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, telewizja to straszny pożeracz czasu... nie raz, kiedy zamiast tv wybieram muzykę okazuje się, że mam zrobionych X rzeczy więcej niż w analogicznym czasie z włączonym tv...

      Usuń

Pani Fanaberia - blog parentingowy z przymrużeniem oka © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka