Koci, koci, łapci, pojedziesz do Babci...

- Czy jej nie jest za zimno bez czapki?
- Jest 20 stopni, nie przesadzajmy.
- Ale Ty masz włosy, a ona nie, zaraz będzie chora i dostanie antybiotyk.
- Na katar antybiotyku się nie dostaje.
W końcu ustępuję (po sporej kłótni) i czapka ląduje na głowie Zo.

 - Paszcza? Dziecko ma buzię, jak możesz tak mówić o własnej córce?!
W końcu gryzę się w język żeby słowa paszcza nie używać przy dziadkach Zo.

- Znalazłam taką śliczną sukienusię na chrzest, tą którą Ty wybrałaś Zosia założy po uroczystości.
- (...) Ale ja już jej kupiłam ubranko na tę okazję... Mam poczucie, że zabierasz mi decyzyjność.
- Oj to tylko taki drobiazg, nie ma sensu się złościć.
Staram się nie złościć. Toż to naprawdę pierdoła. Ale jakoś rośnie mi ciśnienie i nie udaje mi się ukryć niezadowolonego tonu. Znowu wychodzę na niewdzięczną gówniarę, która szuka dziury w całym i czepia się szczegółów.

Żeby nie było, bynajmniej nie kwestionuję „dobrej woli” czy innych „dobrych chęci”, którymi wiadomo co jest wybrukowane. Wiem, że wszystkie te teksty czy gesty wynikają tylko i wyłącznie z troski. Jednakże w mojej głowie drobiazgi te podkopują mój autorytet, moją pewność siebie w roli matki, w której czuję się i tak wystarczająco nie pewnie. 

Nie wiem czy warto prowadzić batalię o takie drobiazgi, pewnie nie, bo żyje się tylko raz. Jednak skoro życie jest tylko jedno fajnie by było przeżyć je w zgodzie ze sobą, a nie robiąc wszystko dla osławionego świętego spokoju. Poza tym nie chodzi o drobiazgi same w sobie, ale o zasady, a raczej o ZASADĘ, jedną, główną, która mówi, że słowo rodziców jest najważniejsze. To rodzice decydują o (jakby nie patrzeć) SWOIM dziecku zaczynając od jego edukacji, przez procedury medyczne, aż po sposób ubierania, dietę i metody wychowawcze. Wszelkie rady mile widziane, oczywiście, zwłaszcza, że nie od razu Rzym zbudowano, ale fajnie by było budować ten Rzym swoim tempem, swoimi materiałami, wg swojego projektu, z opcjonalnym wykorzystaniem mądrości starszyzny.

Dlatego też, na fali młodzieńczo-matkowego buntu (muahahaha!), naskrobałam krótki manifest młodej matki skierowany do dziadków/babć i innych członków rodziny:)
1. Drogi dziadku/wujku/ciotko jak rodzic mówi, że czegoś nie robi/nie daje/na coś nie pozwala nie oznacza to, że w Waszym domu, na Waszym podwórku jest strefa w której te reguły jakimś cudownym sposobem nie obowiązują:) Np.: „Nie dajemy słodyczy” znaczy „nie dajemy słodyczy” a nie „nie dajemy, chyba, że rodzica nie ma w pobliżu, w końcu czego oczy nie widzą tego sercu nie żal”.
2. Kiedy rodzic mówi „kupiłam kombinezon zimowy/sukienkę na przyjęcie/cokolwiek – nie jest taka jak wszystkie, ale mi się podoba” nie oznacza to „kupiłam byle co, więc jak Ci się nie podoba, albo myślisz, że ktoś poczuje się urażony kup ubranie od siebie”. Jeśli masz ochotę kupić ubranko swojemu krewniakowi zapytaj rodziców o rozmiar i o to czego aktualnie potrzebują, albo idź z nimi do sklepu (dzięki mamo:)), a jak Ci się nie podoba garderoba wnuczka to... trudno. O ile nie chodzi w szortach przy mrozie -30, albo w kożuchu w lipcu odpuść marudzenie.
3. Jeśli chcesz coś doradzić, pomóc – super, dobre rady zawsze w cenie, ale pamiętaj, że nie jest to jedyny możliwy sposób zachowania/wybrnięcia z sytuacji.
4. Kiedy syn/córka pyta się Ciebie o zdanie/radę nie zaczynaj wywodu od „wiedziałem/wiedziałam, że tak będzie, ale nie chciałam nic mówić” albo „ona już wyglądała niewyraźnie, ale nic nie mówiłam/mówiłem żeby się nie wtrącać”. Naprawdę po takim wstępie odechciewa się prosić o rady.
5. Pamiętasz jak bardzo czasami denerwowali Cię Twoi rodzice/teściowie w rolach dziadków? Zanim wygłosisz tyradę albo wyświadczysz przysługę swojemu potomkowi albo potomkowi potomka zastanów się jak Ty byś się z tym czuł będąc na jego miejscu.
6. Pod żadnym pozorem nie podkopuj autorytetu rodzica przy jego dziecku. Jeśli uważasz, że Twój syn/córka zakłada spodnie przez głowę, albo wiesz, że pewne rzeczy około dzieciowe można zrobić inaczej/lepiej powiedz o tym na rozmowie w 4 oczy, a nie przy świadku w osobie wnuczka. Nie ważne czy wnuczek ma pół roku, 2 latka czy 7.
7. Powiedz, znaczy powiedz, a nie krzycz. Oboje jesteście dorosłymi ludźmi, należy się Wam szacunek. Czas wyjść z roli rodzica/dziecka i wejść w rolę dorosłego, a zatem zacząć prowadzić dialog na równych prawach, włączając w to akceptowanie wyborów (również innych niż Twoje). Punkt ten tyczy się wszystkich zarówno dziadków jak i rodziców.

8. Grunt to mieć dystans. Czasami lepiej coś obśmiać niż podchodzić do wszystkiego śmiertelnie poważnie:) I tego dystansu i umiejętności śmiania się z pewnych rzeczy życzę sobie i Wam, drodzy czytelnicy:)

Udostępnij ten post

8 komentarzy :

  1. Drukuję i wieszam na kominku u babci;) a jedziemy na dłuższe wakacje więc wkoncu nie będę się użerać tylko dam do poczytania bo jest dokładnie TAK SAMO;) czapeczka grubsza, buciki cieplejsze, mięsko więcej mięska mu gotuj...;))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :))
      Dziadkowie już tak chyba mają po prostu.

      Usuń
  2. BRAWO!! Polać jej, bo mądrze prawi!
    Co prawda mądrości teściowej przyhamowałam, bo dosadnie mówiłam od początku, że moje dziecko przejdzie zimny chów! Może raz czy dwa jej się wypsnęło, że za cienko, ble, ble, ble, ale zobaczyła jak to po mnie spływa i dała spokój. Jednak wojna o słodycze trwa i chyba jej nie wygram... i tu chodzi zarówno o moich jak i Starego rodziców :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki:)
      W Polsce generalnie chyba jest jakaś tendencja do przegrzewania dzieci przynajmniej do takich wniosków dochodzę po moich spacerach z Zo...

      Usuń
  3. Ja standardowo też przeszłam przez "przecież jej zimno" i pokrewne. Ale zmieniło się i muszę przyznać, że chwalę mamę Tomka. Raz, że zaprzestała komentować dopasowanie ubioru do pogody podług swoich kryteriów ;) dwa, że zaczęła mnie bronić przed innymi radami. Przed swoją siostrą nawet hehe. Bośmy usłyszały tekst "ja bym już spokojnie podawała zupkę". To fajnie byś miała ;)
    A manifest - złote zasady. Do powieszenia dziadkom i krewniakom na kominku, jak wspomniała Gosia J. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ha ha przypomniało mi się, że sama walnęłam kiedyś tekst do mego M. właśnie o tym, że przecież Junior nie ma włosów :PPPP

    OdpowiedzUsuń

Pani Fanaberia - blog parentingowy z przymrużeniem oka © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka