Wielkie Oczy [Big Eyes]

O moim uwielbieniu dla Tim Burtona wspominałam nie raz i nie dwa. Kocham jego styl, estetykę i ekscentryzm. Jednak po obejrzeniu zwiastunów jego nowego dzieła uznałam, że do tego tytułu trzeba podejść inaczej, bo na pewno nie będzie to Burton jakiego do tej pory poznałam i pokochałam.

"Wielkie Oczy" to autentyczna historia malarki Margaret Keane, która swoją karierę artystyczną rozpoczynała w latach 50 ubiegłego wieku. Chociaż bardziej niż określenie "kariera artystyczna" pasuje "starania, o życie po swojemu", co w tamtym okresie było nie lada wyzwaniem, zwłaszcza dla kobiety samotnie wychowującej dziecko. W krytycznym momencie życia wątpiącej w swoją wartość Margaret pojawia się pan Keane - czarujący, opiekuńczy romantyk, imponujący nieśmiałej malarce luzem i pewnością siebie. Pan Keane, który wybawia Margaret od samotnego życia, a w dodatku sam jest malarzem i zachęca ją do rozwijania swojej pasji. Wszystko jest wspaniałe do czasu, kiedy Margaret ponownie musi wyrzec się siebie i swojej sztuki.
http://www.vulture.com/2014/12/margaret-keanes-eyes-are-wide-open.html
Film reklamowany jest jako komedia, zwiastuny sprawiają wrażenie dramatu, tymczasem moim zdaniem "Wielkie Oczy" to mieszanina gatunków, która bardzo mi odpowiada. Przedstawia trudną historię kobiety, która zmaga się z uprzedzeniami płciowymi, a do tego na swojej drodze spotyka samych nieodpowiednich facetów z którymi się wiążę, ponieważ brakuje jej pewności siebie do bycia samej sobie sterem i okrętem. Z kolejnymi kompromisami i ustępstwami na jakie musi się godzić postępuje w niej przemiana, która do pełnego objawienia potrzebuje tylko porządnego kopniaka. I w końcu go dostaje.
Wszystko to okraszone jest dobrymi dialogami i kilkoma sarkastycznymi dowcipami, które dodają "Wielkim Oczom" lekkości i sprawiają, że nie są nieznośnie ciężkie i dołujące. Wręcz przeciwnie. Jeśli dodamy do tego świetne zdjęcia, cudowne kolory (które mnie osobiście urzekły od pierwszego ujęcia), bardzo dobrą grę aktorską (Amy Adams - wielki szacun) otrzymujemy kawał świetnej filmowej roboty, którą z czystym sercem polecam wszystkim, nie tylko Burtonomaniakom.

Wiem, że od premiery filmu minęło już trochę czasu, ale jeśli ktoś jeszcze go nie widział, a ma taką możliwość to na pewno warto to zrobić:)

Udostępnij ten post

11 komentarzy :

  1. Film już znajduje się w mojej kolejce "do obejrzenia" :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Obejrzę. Odnoszę też wrażenie, że muzyka w filmie jest interesująca, możesz o niej coś powiedzieć? Nie wiem czemu, ale ostatnio ten aspekt każdego filmu jest dla mnie dość istotny, w końcu często nadaje klimat całemu filmowemu dziełu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, muzyka w filmach jest bardzo ważna, nawet dobry film nie obroni się przy beznadziejnej ścieżce dźwiękowej. Tutaje tego problemu nie ma, bo muzyka w Wielkich Oczach jest świetna. Podoba mi się na tyle, że jak mam czas i możliwość to sobie puszczam soundtrack na słuchawkach.

      Usuń
  3. Ja, nie wiem czemu, oglądając w TV zwiastuny myślałam, że to będzie horror -_- ... nie mam pojęcia dlaczego to sobie wkręciłam!! Chcę go obejrzeć, bardzo!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja pomyślałam dokładnie tak samo :)

      Usuń
  4. A propos komedii... Poleciłabyś 2-3 jakieś fajne? Bo już dawno nie słyszałam, żeby wyszła jakaś dobra komedia, a chętnie bym obejrzała. A widzę, że orientujesz się w nowościach kinowych :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z nowości jestem z komediami na bakier, ale z nieco starszych filmów szczerze polecam: "Królowie lata", "Siostra Twojej Siostry", "Miłość po francusku" (typowa komrom), "Co nas kręci co nas podnieca". Podobały mi się też "Najlepsze najgorsze wakacje":)
      Większość z tych tytułów to komedie, które poza sporą dawką humoru mają w sobie też jakąś głębszą historię czy puentę, ale może dlatego tak bardzo mi się podobały:D

      Usuń
  5. Czy ta historia jest autentyczna, moim zdaniem powinien wyjaśnić sąd. Krewni Keane'a mocno podważyli jego wiarygodność. Twierdzą np., że Keane malował obrazy m.in. w programach telewizyjnych, przed żywą publicznością, więc są świadkowie na to, że malować umiał. Wskazują też, że podczas pokazanej na końcu filmu rozprawy z "pojedynkiem" obojga bohaterów Walter Keane miał już 71 lat (fakt niezaprzeczalny, a w filmie jakby przekłamany), a na problemy z ręką uskarżał się od dawna i Margaret o tym wiedziała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie ta "wersja" historii lepiej się nadawała na produkcję holiłudzką... Szkoda kurcze, bo gdyby nie Twój komentarz, żyłabym w przeświadczeniu, że Keane po prostu megalomanem (od początku do końca), a jak zwykle okazuje się, że prawda leży gdzieś po środku.

      Usuń
    2. Po pierwsze- jeszcze przed rozprawą Keane był bardzo sławny to jak malował obrazy z tak wielkim bólem ręki? Był zajętym człowiekiem biznesu więc czas i zdrowie miał przed rozprawą a w Sądzie nagle pojawiły się silne bóle. Po drugie- nie wydaje ci się, że już archiwalne materiały telewizyjne są niezaprzeczalnym dowodem na jego twórczość? Tylko dziwne, że ich nie przedstawiono w Sądzie Federalnym.

      Usuń
  6. Też uwielbiam Tima Burtona. Zwłaszcza w połączeniu z Johnnym Deppem ;) Ale na "Wielkie Oczy" też mam chrapkę i kto wie, może uda się spełnić moją zachciankę kinową zanim zdejmą film z ekranów.

    OdpowiedzUsuń

Pani Fanaberia - blog parentingowy z przymrużeniem oka © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka